Początek

W samym centrum Wrocławia, tuż pod przepięknym ratuszem, od wieków funkcjonuje jedna z najsłynniejszych wrocławskich restauracji. Mowa rzecz jasna o Piwnicy Świdnickiej. Jej początki sięgają XIII wieku. Nie jest późniejszym dodatkiem. Wbrew temu, co sądzą o tej epoce współcześni średniowiecze było bardzo racjonalnym okresem. Gdy budowano ratusz od razu założono, że muszą się w nim znajdować pomieszczenia przeznaczone dla najważniejszych miejskich instytucji i person takie jak sala posiedzeń rady miejskiej, gabinet burmistrza, sędziowska wokanda oraz miejsce gdzie trafią skazani przez tego ostatniego, czyli więzienie, a także i to gdzie wszyscy pracujący w ratuszu będą mogli spożyć posiłek. Te dwa ostatnie – więzienie i karczmę – zlokalizowano w podziemiu nowo powstającego ratusza. I choć przez  siedem wieków zmieniło się prawie wszystko, to lokal gastronomiczny w najlepsze funkcjonuje tam gdzie jego miejsce.

Świdnicka?

Historia Piwnicy Świdnickiej jest w pewnym sensie zaprzeczeniem historii samego miasta. Wrocław wielokrotnie zmieniał przynależność państwową, mówiło się w nim różnymi językami, przestrzegano różnych praw, mieszkańcy z katolików stawali się protestantami i na odwrót. Rządził tu biskup, król, cesarz, a nawet Hitler. Piwnica Świdnicka natomiast nie tylko od 700 lat funkcjonuje w tym samym miejscu, ale od samego początku należała do miasta i nie zmieniło się to ani za cesarstwa, ani za królestwa, ani za komunizmu, ani za demokracji. Tak jak w XIII wieku tak i dzisiaj miasto wynajmuje ją temu, kto zaoferuje najlepsze warunki jej prowadzenia i najwyższy czynsz. Zmieniło się tylko jedno. Monopol na alkohol. W początkach istnienia naszego lokalu posiadała go rada miejska. Rajcy mieli wyłączność na handel beczkowym piwem i winem w graniach miasta. Tylko oni byli władni wydać odpowiednie koncesje i skwapliwie z tego prawa korzystali. Dzisiaj, jak wiemy, monopol na trunki posiada państwo. Ot przyczynek do historii samorządu. Z alkoholem jednak związana jest jeszcze jedna, bardzo istotna kwestia. Za najlepsze w ówczesnych czasach uchodziło piwo świdnickie, lejące się w pod ratuszowej karczmie szerokimi strumieniami. Stało się ono eponimem – od niego dzisiejszego Piwnica wywodzi swoje imię.

Tunel pod rynkiem

Świdnicki trunek królował w Piwnicy aż do początków XVI wieku. Musiał jednak w końcu ustąpić miejsca lokalnemu produktowi. W 1519 w kamienicy Pod Złotym Dzbanem, naprzeciwko karczmy, powstał browar. Produkowane w nim piwo pszeniczne „Baran” niezwykle zasmakowało wrocławianom i odwiedzającym piwnice gościom. Sama knajpa cieszyła się tak wielkim uznaniem, że browar nie nadążał z produkcją trunku. W pewnym okresie zdecydowano się nawet przekopać tunel pod powierzchnią rynku, prowadzący z browaru bezpośrednio do przepastnych spiżarni Piwnicy Świdnickiej. Było to podyktowane chęcią usprawnienia dostaw. Nieustanne przetaczanie beczek między ratuszem, a położoną naprzeciwko kamienicą stawało się uciążliwe dla pracujących czy spacerujących na powierzchni pięknego wrocławskiego rynku. Świadczy to o niezwykłej popularności lokalu, dla którego zdecydowano się na dużą przecież inwestycję, jaką było w XVI wieku kopanie podobnego rodzaju tunelów.

Obyczaje

Chociaż karczma, jako taka, jest miejscem rozrywki, wypoczynku i dobrej zabawy, gdzie można nie tylko smacznie zjeść, ale i wypić, to nie wszystkie współczesne uciechy kojarzące się z tego typu miejscami były w dawnych wiekach dobrze widziane. Muzyki uraczyć można było w Piwnicy Świdnickiej tylko dwa razy w tygodniu. Z czasem gościom zabroniony gry w karty, palenia tytoniu i przeklinania. Zanim człowiek przystąpił do degustacji lokalnych trunków musiał uiścić odpowiednią kaucję, a gdyby nie daj Boże stłukł kufel był zobowiązany, czym prędzej pokryć koszty swojej nieuwagi. Co ciekawe każdy taki haniebny czyn skutkujący nie tylko potłuczonym szkłem, ale i rozlanym trunkiem był odnotowywany trzykrotnym uderzeniem w tzw. dzwonek bałwana. Interpretacje tego zwyczaju pozostawiamy w gestii miłych czytelników. Gdy zdarzali się goście, którzy nie chcieli przestrzegać tych obyczajów w grzeczny (bądź nie) sposób proszono ich o opuszczenie lokalu. Do piwa serwowano różnego rodzaju pieczywo i słynne kiełbaski, a biesiadowanie nie zaczynało się jak to bywa obecnie dopiero ku wieczorowi, lecz trwało od samego rana.

Żacy i goły szermierz

Gdy na początku XVIII wieku, w 1702 roku, powstał Uniwersytet Wrocławski do miasta napłynęły rzesze braci studenckiej. Studenci jak to miewali wtedy i mają do dzisiaj w zwyczaju lubią imprezowe życie. Piwnica Świdnicka leżąca niedaleko uniwersyteckich budynków stała się jedną z ulubionych miejscówek żaków. Z czasem otrzymali oni dedykowaną sobie salę, gdzie w odpowiednich szafach składowali swoje kufle na złocisty napój z chmielem. Każdy z nich mógł pomieścić po 2.5 litra piwa. Takich kufli w trakcie jednego wieczoru opróżniano zazwyczaj kilka. Trzeba przyznać, że to dość imponujący wynik. Jeśli już o Piwnicy Świdnickiej i Uniwersytecie Wrocławskim mowa nie można nie wspomnieć o symbolu uczelni, którego powstanie jest ściśle związane z pewnym udanym wieczorem w naszej restauracji. Podobno jej autor, Hugo Lederer, ucztował w podziemiach ratusza tak wystawnie, że stracił cały swój dobytek, łącznie z ubraniem. Ostała mu się jedynie szpada. Chcąc przestrzec innych przed swoim losem wykonał słynną rzeźbę po dziś dzień stojącą na placu Uniwersyteckim. Nie jesteśmy przekonani czy jego przestroga na coś się przydała, bo do dzisiaj studenci potrafią przepić albo przegrać w karty pokaźne sumy, ale jesteśmy wdzięczni za postument, który z biegiem czasu stał się wizytówką wrocławskiej szkoły wyższej, a w pewnym sensie samego Wrocławia.

Wielcy tego świata i zwyczajni Wrocławianie

Sława Piwnicy Świdnickiej wykraczała daleko poza granice miasta. Dość powiedzieć, że większość znanych i cenionych na świecie person, gdy tylko zjawiały się we Wrocławiu, swoje kroki wieczorową porą kierowało właśnie do restauracji znajdującej się w podziemiach ratusza. Bywały tu takie tuzy jak Fryderyk Chopin, Józef Wybicki, Juliusz Słowacki, Józef Ignacy Kraszewski i Johann Wolfgang Goethe. Nikomu nie trzeba tych panów przedstawiać. Mimo upływu wieków Piwnica Świnicka ma się świetnie. Dobrze wiedzieć, że w prędko zmieniającym się świecie są takie miejsca. Stałe punkty na mapie historii. Warto skorzystać z tego dobrodziejstwa, usiąść w tych wiekowych murach, wypić dobre piwo i nacieszyć się smacznym jedzeniem. Podziemie ratusza gościło wielu wybitnych, ale wciąż żyje i funkcjonuje dla tych, którzy odwiedzają je na co dzień. Studentów, urzędników, pracowników korporacji, nauczycieli, policjantów. Po prostu Wrocławian.