Jedna z najbardziej reprezentacyjnych ulic przedwojennego Breslau i współczesnego Wrocławia. Sąsiedztwo Monopolu, gmachu Opery, kościoła Bożego Ciała, kościoła św. Doroty, a także innych urokliwych kamienic i budynków. Blisko do Renomy i jeszcze bliżej do rynku. Do Narodowego Forum Muzyki i pałacu królewskiego. Jednym słowem: prestiż. I to już od wieków. Mowa oczywiście o ulicy Świdnickiej, o której pisaliśmy jakiś czas temu. Tamten wpis znajdziesz drogi czytelniku tutaj. Ale bez zmartwień. Nie chcemy opowiadać wam drugi raz tej samej historii. Dzisiejszy wpis będzie dotyczył budynku wzniesionego przy tej ulicy. Jego dzieje są na tyle ciekawe, że w naszym przekonaniu zasługuje na osoby wpis.

Żeby nie trzymać dalej potencjalnych czytelników w niepewności zdradzimy od razu, że chodzi o piękną kamienicę mieszczącą się na przeciwko Opery Wrocławskiej, przy Świdnickiej 36. Przez lata PRL-u, jak to niestety często bywało, bardzo zaniedbaną. Początkowe lata wolnej Polski niestety nie przyniosły zmiany tej sytuacji. Dopiero w zeszły roku jej remont ruszył pełną parą i dzisiaj znowu cieszy oczy.

Powstawała jako świadectwo bogactwa jednego z bardziej zamożnych rodów niemieckiego Breslau. Jej przepych pozwalał i teraz znów pozwala nazywać ją pałacem. Wzniósł ją własnym sumptem bogaty kupiecki ród pochodzenia żydowskiego, którego protoplastą był Moritz Sachs. Należał do niego np. obecny Feniks. Zaczynał jako drobny kupiec handlujący towarami na łokcie. Jego talent, przymioty osobiste i ciężka praca pozwoliły mu jednak osiągnąć status finansowego potentata. Z czasem jego przedsiębiorstwo urosło stając się dwoma doskonale funkcjonującymi firmami: Moritz Sachs Manufakturwaren i Moritz Sachs Bank Geschäft. Splendorom nie było końca, a ich ukoronowaniem był tytuł nadwornego królewskiego dostawcy.

Chociaż Sachsowie posiadali rozliczne majątki ziemskie, w samym Wrocławiu i poza jego granicami, chociaż handlowali towarami sprowadzanymi z Paryża i Londynu, chociaż mało było gałęzi handlu, w których nie próbowali by swoich sił, to jednak zajmowali się nie tylko pozyskiwaniem pieniądza, ale również jego wydawaniem. Oczywiście część pieniędzy szła na własne przyjemności jak na wspominany dziś przez nas pałac, lecz dużą cześć swojego majątku przeznaczyli Sachsowie na działalność dobroczynną i filantropijną. Wspomagali biednych mieszkańców Breslau, fundowali stypendia dla biednych twórców kultury, ale wspierali także bardzo znanych i szanownych artystów. W kamienicy przy Świdnickiej panował duch prawdziwie humanistyczny, gdzie każdy mógł znaleźć pomoc, wziąć udział w ciekawej dyskusji czy raczyć się dobrami kultury z ręki jej twórców.

Dawniej działkę na której stanął pałac zajmował kościół pod wezwaniem Świętej Trójcy, przynależący do pobliskiego szpitala Bożego Ciała. Funkcjonował on w tym miejscu od XIV wieku aż do 1870 roku. Postanowiono przenieść go jednak w inne miejsce, na dzisiejszą ulicę Kolejową (gdzie stoi po dziś dzień), a stary budynek wyburzyć. Wolną parcelę wykupili Sachsowie i postanowili wznieść na niej swoją rodową siedzibę. Pałac w stylu neorenesansowym zaprojektował znany i ceniony architekt Carl Schmidt, który projektował również plany odbudowy spalonego Teatru Miejskiego czyli dzisiejszej Opery.

Na dwóch pierwszych kondygnacjach mieściły się sklepy, dom aukcyjny Lichtenbergów, a także Cafe Fahring. Szczególnie ta ostatnia uznawana była za jedną z najbardziej modnych i chętnie uczęszczanych przez elity kulturalne Breslau kawiarnię. Jej założycielem był Oskar Fahring, cukiernik rodem z Wiednia, który serwował w stolicy Śląska najlepsze naddunajskie wypieki. Ciekawostką będzie na pewno fakt, że w lokalu dostępne było ponad sto tytułów prasowych! Z różnej tematyki i w różnych językach, ale każdy z odwiedzających ją gości mógł się z pewnością zatopić w interesującej go lekturze. Próżno dziś szukać lokalu o podobnym zapleczu. Zmęczeni lekturą i tłustymi potrawami bywalcy mogli oddać się grze w bilarda przy jednym z czterech stołów. Reasumując można stwierdzić, że jeśli ktoś chciał by się z nim liczono to musiał być bywalcem lokalu o wdzięcznej nazwie Cafe Fahring.

Z czasem kawiarnia zaczęła tracić swój kulturalny blichtr. Artystów zastępowali biznesmeni, którzy zamiast o muzach woleli dyskutować o akcjach. Ostatecznie kawiarnia przestała funkcjonować w 1935 roku. Jest to czas, w którym pałac Sachsów został odebrany prawowitym właścicielom. W Niemczech od dwóch lat rządzi Hitler i jego NSDAP. Sachsowie będący żydami padli ofiarą hitlerowskiej ideologii.

Jak pisaliśmy wcześniej w czasach PRL-u i początkach wolnej Polski dawny pomnik potęgi rodu Sachsów mocno podupadł. Teraz jednak znowu przypomina budynek, którym był u początku swojej historii. Na parterze znów działa obiecujący lokal gastronomiczny, który ma szanse nawiązać do legendy swojego poprzednika, na piętrach urzędują adwokaci, lekarze i biznesmeni, a także honorowy konsul Danii. Pysze wnętrza jak dawniej cieszą oczy. Wspaniałe klatki schodowe, z których słynie kamienica odzyskały blask.

I tylko żal, że w budynku nie mieszkają już żadni Sachsowie. Ale i takie są koleje historii.