Nietypowi mieszkańcy czają się za rogiem

Wrocławskie krasnale spotkać można niemal na każdym kroku. Patrzą na nas z chodników i okien zabytkowych budynków. Zachęcają nawet do zakupów w galeriach handlowych. Okazuje się, że są one jednym z bardziej rozpoznawalnych symboli Wrocławia. Swoją popularnością przewyższa je tylko lśniący w blasku popołudniowego słońca Most Grunwaldzki.

Warszawa ma Syrenkę, Poznań hejnał i wieżę Mariacką, a Kraków lajkonika i Smoka Wawelskiego. My z kolei mamy skrzaty, a dokładnie całkiem sporą ich “gromadkę”. Bowiem krasnali w mieście aktualnie jest już ponad 300. Magiczną granicę przełamał w zeszłym roku Europejczyk, który swój dom znalazł przy ulicy Piłsudskiego. Jego bracia niestrudzenie, z dostojnością i niemającym umiaru humorem stale zasiedlają miasto. Skąd się wzięli? Jaka jest ich historia?

Odpowiedzi na te pytania jest kilka. Jedne bardziej baśniowe, inne odnoszące się do historii współczesnej. Wszystkie zajmujące. Która według Was jest najbliższa prawdzie?

Wszystko zaczęło się od żartów

Według pierwszej legendy za wszystko odpowiedzialny jest Chochlik Odrzański. Jegomość do miasta przybył na wielkiej tratwie, na której wybudował malutki szałas. Szybko stał się dosyć uciążliwy dla mieszkańców miasta, stale się z nimi drażniąc. Rozwiązywał ludziom sznurowadła w butach, gdy czekali na autobus, barwił wodę w miejskich fontannach albo dosypywał soli do cukiernicy we wrocławskich restauracjach. Kiedy zaczęto mieć go serdecznie dość, zdecydowano się go złapać. Gdy jednak to okazało się niemożliwe – wezwano odpowiednie posiłki. Równe wzrostem chochlikowi, ale znacznie życzliwsze i często bardziej przebiegłe. Władze miasta zwróciły się o pomoc do krasnali, a te z chęcią przybyły nam na ratunek.

Pod wodzą najsympatyczniejszego z nich, Życzliwka, pojmały zadziornego złośliwego chochlika i kulturalnie, choć stanowczo wytłumaczyły mu, że czas jego wrocławskich psikusów dobiegł końca. Chochlik grzecznie odpłynął swoją tratwą, a mieszkańcy miasta i turyści mogli od tamtej pory chodzić po ulicach bez obaw. Według legendy w dowód wdzięczności władze miasta postanowiły oddać małym skrzatom część Wrocławia. Krasnale nie kazały sobie długo czekać na rozwój wypadków i szybko zadomowiły się na naszych ulicach i chodnikach.

Pawie jak Papa Smerf

Inna teoria na temat historii miasta jest równie pasjonująca, co belgijskie kreskówki o Papie Smerfie, Gargamelu i Klakierze. Podobno pierwszy historyczny krasnoludek pojawił się właśnie na wrocławskiej ziemi. Wieki temu, gdy Wrocław był jeszcze niewielką wioską, małe krasnale pomagały ludziom w prowadzeniu gospodarstw domowych i przy uprawie roli. W zamian za dach nad głową, ciepłą strawę i dobre słowo, chętnie spędzały czas z ówczesnymi mieszkańcami. Przyjaźń ta trwała latami.

Kronika Krasnoludków głosi, że tym pierwszym krasnalem był nie kto inny, jak senior skrzaciego rodu, Papa Krasnal. O prawdziwości tej teorii może świadczyć fakt, iż dzisiejsze nazwy wrocławskich osiedli łudząco przypominają krasnale imiona. Ze wspomnień Papy wynika, że Sępolno zaczerpnęło nazwę od Sępika, Biskupin od Biskupka, Szczepin od Szczepika, Oporów od Opornika… Może coś w tym jest? 😉

Krasnale lubią pomarańcze

Wiele osób twierdzi, że rzeźby krasnali umieszczane sukcesywnie w mieście od roku 2005, wywodzą się od popularnych niegdyś na jego terenie happeningów ruchu Pomarańczowej Alternatywy i tworzonych przez jego działaczy graffiti. Trzeba pamiętać, że w latach 80 na ulicach nie było tak kolorowo jak teraz. Dosłownie i w przenośni. Przestrzeń miejska raziła chłodem i wszechogarniającą zaraźliwą szarością. Grupa ludzi znudzona monotonią ówczesnej codzienności postanowiła zawalczyć o nadanie kolorytu i witalności wszystkiemu, co wokół nas. Ośmieszając tym samym system komunistyczny, ale w pokojowy sposób.

Wiele wskazuje na to, że barwne wizerunki krasnali umieszczane na murach przez działaczy na rzecz koloru mogły być początkiem dzisiejszej symboliki.  Po upadku PRL-u krasnale uległy zapomnieniu aż do sierpnia 2005, kiedy to wrocławski rzeźbiarz Tomasz Moczek ustawił pięć pierwszych skrzatów. W dziesięć lat rozmnożyły się one ogromnie. Prawdopodobnie przez pączkowanie.

Historia tworzy się na naszych oczach

Figurki krasnali zintegrowały się na trwałe z przestrzenią miejską. Turyści, jak i wrocławianie, chętnie robią sobie z nimi zdjęcia. Dzięki temu wizerunek symbolu miasta się umacnia. Chodząc po ulicach możemy spotkać Papę Krasnala, Chemika, Farmacjusza czy Ciężarowca. Nazwy skrzatów często odnoszą się do pobliskich zabudowań, historii ulic i miasta.

Nowe postacie tworzone są przez artystów z całej Polski, a ich opiekunami stają się często instytucje publiczne, firmy oraz osoby prywatne. Nie wszystkim oczywiście podoba się komercjalizacja krasnali. Jeśli jednak jest ona robiona “z głową” – przysparza okazji zwiedzającym do uśmiechu i miłych wspomnień kojarzonych z miastem. A na tym zyskują przecież wszyscy!

Krasnalowe koło zamachowe rozpędzone jest już tak bardzo, że organizowane są nawet specjalne wycieczki szlakiem krasnali, gry plenerowe, spektakle teatralne oraz wydawane mapy dla turystów chcących połączyć odnajdywanie kolejnych figurek ze zwiedzaniem Wrocławia. To wspaniała sposób na promocji tego pięknego miasta!