Miał być. Nowoczesny, piękny, okazały. Najwyższy w europie. Nigdy nie wyszedł poza fazę projektowania. Władze miasta niechętnie rozmawiają o tym upadłym projekcie. Wrocławianie, w ogromnej większości, nie są w ogóle świadomi istnienia takiego pomysłu.

Miał mieć 140 metrów wysokości i stać tuż przy nowo powstałym stadionie. Niestety (a może i stety) budżet miasta nie jest z gumy. Nadwyrężony przez organizację Euro 2012, nie był w stanie zapewnić odpowiednich środków na wystawienie masztu. Bo właśnie o maszcie tu mowa.

Nie chodzi o drapacz chmur czy kolejną spektakularną galerię handlową (nota bene: galeria handlowa obok stadionu także miała powstać, a do dziś straszy tam wielka dziura). Chodzi o maszt flagowy. Coś ala igilica obok Hali Ludowej. Tyle, że na miarę naszych możliwości. Symbol siły i wielkości miasta wchodzącego odważnie w XXI wiek. Chociaż w fazie projektowej władze municypalne chciały umieścić na nim nadajniki telefonii komórkowej i inne tego typu, z braku zainteresowanych – ten pomysł upadł. W związku z tym nie miał mieć żadnego praktycznego zastosowania. Miał po prostu być.

Urzędnicy miejscy, rozpytywani przez dziennikarzy, kto chciał powstania masztu, plączą się w zeznaniach, by ostatecznie wskazać prezydenta Dutkiewicza. Okazuje się, że włodarz stolicy Dolnego Śląska podczas jednej ze swoich licznych podróży zagranicznych (zapewne do Azji) natknął się na tego typu obiekt. Największy masz flagowy, o wysokości 200 metrów, zrobił na nim takie wrażenie, że zainspirowany postanowił wybudować podobny u siebie. Jako, że samorząd Wrocławia jest „nieco” uboższy od swoich azjatyckich odpowiedników, prędko zweryfikowano plan prześcignięta skośnookich przyjaciół. Na najwyższy masz świata we Wrocławiu zwyczajnie nie było środków. Najwyższy w Europie? O to co innego. Taka konstrukcja była w zasięgu możliwości grodu nad Odrą. Przynajmniej tak wydawało się Dutkiewiczowi. Jak to często bywa, okrutne życie prędko zweryfikowało ten pogląd. Prezydent musiał cichcem wycofać się z ambitnych planów, a projekt spektakularnego masztu flagowego został schowany do szuflady na lepsze czasy.

Wizualizacja mającego powstać przy stadionie masztu.

Wizualizacja mającego powstać przy stadionie masztu.

Mieszkańców miasta, na pewno zainteresują liczne sprzeczności, w deklaracjach miejskich urzędników. Niektórzy twierdzą, że maszt miał spełniać, prócz reprezentacyjnej, także funkcje telekomunikacyjne. Inni z kolei deklarują, iż od początku nie przewidywano dla niego żadnych dodatkowych funkcji, a nadajniki telekomów były instalowane na koronie, położonego tuż obok, stadionu. Sprawę ostatecznie rozstrzyga potencjalny wykonawca. Miała nim być firma Max Boegl (ta sama, która budowała stadion). Jej przedstawiciel oświadczył, że w dokumentacji technicznej nie ma informacji o funkcjach telekomunikacyjnych. Dodaje, że przedstawicielem magistratu w rozmowach z firmą był nie kto inny jak prezydent Dutkiewicz.

Wstępny kosztorys wzniesienia masztu oszacowano na ponad 6 milionów złotych. Wykonawca opierał się na dokumentacji projektowej autorstwa studia JSK (projektowali również stadion). Zachowana dokumentacja jest najlepszym dowodem na to, że wzniesienie takiego obiektu faktycznie było planowane.

W międzyczasie miasto pokłóciło się z firmą Max Boegl. Firma ta, w związku z opóźnieniami, miała doliczyć koszty budowy masztu do kosztorysu powstającego stadionu. Niestety. Biorąc pod uwagę fundusze potrzebne do wzniesienia, ładnego, ale zupełnie niepraktycznego masztu flagowego, a także liczne opóźnienia w budowie stadionu, który był priorytetem (w związku ze zbliżającym się turniejem piłkarskim) idea postawienia masztu ostatecznie upadła. Jego wizualizację możemy podziwiać na zarchiwizowanej dokumentacji technicznej. Iglica przy Hali Ludowej wciąż pozostaje jedynym tego typu obiektem w naszym mieście. Ten stan rzeczy zapewne długo się nie zmieni.