Męczennik

Choć Wrocław ma już kilku zacnych patronów, jak chociażby Jan Chrzciciel i bł. Czesław, nigdy dość orędowników mogących wyprosić potrzebne łaski i powodzenie. Idąc za tą myślą informujemy, że całkiem prawdopodobne, iż przybędzie nam kolejny. I będzie nim, o ile wszystko się uda – to dopiero ciekawostka! – zmarły w pierwszej połowie XIII w. książę Henryk Pobożny.

Ślaski władca z dynastii piastów ma ku temu odpowiednie „papiery”. Nie tylko był pobożnym człowiekiem, sprawiedliwym i dobrym władcą, synem świętej Jadwigi Śląskiej, ale także (a może przede wszystkim) oddał swoje życie w bitwie przeciw pogańskim Mongołom na Legnickim Polu. Może się więc legitymować statusem męczennika.

Jego śmierć jest najpoważniejszą z licznych przesłanek ku wyniesieniu go do chwały ołtarzy, ponieważ przelanie krwi i ofiara z samego siebie w słusznej sprawie, za wiarę chrześcijańską, jest w Kościele Katolickim najszybszą drogą, by z księcia (i z każdego zresztą człowieka) uczynić błogosławionego.

Syn, dziedzic, książę

Historia milczy głucho o pierwszych latach życia przyszłego władcy. Nie wiemy dokładnie gdzie, kiedy i w jakich okolicznościach przyszedł na świat. W dokumentach książęcych wzmiankowany jest dopiero w 1208 roku. Co wiemy na pewno to, to, że był on trzecim dzieckiem Henryka I Brodatego i książęcej małżonki Jadwigi z Andechs. Nie był więc początkowo spadkobiercą swojego ojca. Stał się nim w 1213 roku, gdy jego starszy brat Konrad Kędzierzawy zginął w wyniku tragicznego upadku z konia podczas polowania (pierworodny syn Henryka i Jadwigi – Bolesław – zmarł jeszcze wcześniej, jako dziecko).

Henryk stając się dziedzicem swojego potężnego ojca nie mógł pozostawać długo w stanie kawalerskim. Był zbyt dobrą partią na wydaniu i to dla większości możnych tamtego świata. Jak to ówcześnie bywało jego rodzice prędko wybrali mu małżonkę. Ich wybór padł na córkę czeskiego władcy Przemysła Otokara. Anna – bo tak było jej na imię – podobnie jak Henryk, była niezwykle pożądanym materiałem na synową. Henryk I książę Śląski, wrocławski, krakowski, wielkopolski (i wielu innych dzielnic oraz rejonów) prędko porozumiał się z ojcem Anny, królem czeskim. Małżeństwo dwojga młodych arystokratów zostało przypieczętowane ślubem między rokiem 1214 a 1218. Opłaciło się obu stronom. Król Czech spowinowacił się ze śląskimi dynastami, przez co zyskał możliwość wysuwania roszczeń do śląskich księstw w przypadku wygaśnięcia niektórych linii, a książę Henryk I mógł prowadzić aktywniejszą politykę międzynarodową.

Henryk II prędko wchodził w dorosłe życie możnowładcy. Od 1222 roku figuruje pod dokumentami swojego ojca jako świadek ich autentyczności, a w 1224 posiada już własną kancelarię monarszą, pieczęć, dworzan i notariusza. Kilka lat później (1227) musi wziąć (chwilowo) na swoje barki ciężar zarządzania spuścizną, gdy ojciec odnosi poważne rany podczas słynnego zamachu na Leszka Białego i innych piastowiczów. Choć Henryk Brodaty powrócił do zdrowia, to za dwa lata dostał się do niewoli Konrada Mazowieckiego i syn ponownie musi zarządzać księstwem w imieniu ojca. W przypadku obu regencji wykazał się doskonałymi zdolnościami przywódczymi potwierdzając pokładane w nim nadzieje. Także Henryk Brodaty uznał, że syn jest materiałem na dobrego władcę zwiększając systematycznie jego kompetencje i dzieląc się z potomkiem swoją władzą. Ukoronowaniem tej współpracy było mianowanie przez Henryka Brodatego swojego syna koregentem. Odbyło się to w roku Pańskim 1234. Sędziwy książę wyznaczył Henrykowi Pobożnemu osobne władztwo i ten mógł się tytułować pełnoprawnym księciem śląskim oraz wielkopolskim. Doskonale się układającą współpracę ojca z synem przerwała śmierć tego pierwszego w 1238 roku. 19 marca Henryk Brodaty oddał ostatnie tchnienie, czyniąc tym samym Henryka Pobożnego samodzielnym władcą nad Śląskiem i pozostałymi dzielnicami będącymi w posiadaniu rodziny.

Krótkie rządy

Gdy umierał jego ojciec był już dojrzałym, czterdziestoletnim mężczyzną z dużym doświadczeniem w rządzeniu państwem. Mimo, że od wielu lat współrządził u boku Henryka Brodatego, to sukcesja po ojcu nie odbyła się bez problemów. Tylko na Dolnym Śląsku, który był dziedziczną dzielnicą ich rodziny, jego rządy nie spotkały się z żadnymi oporami. Księstwo opolskie i ziemia sandomierska znajdowały się pod rządami Henryka (podobnie jak jego ojca) w wyniku sprawowania opieki nad niepełnoletnimi, a prawowitymi władcami tychże ziem. Gdy osiągnęli oni odpowiedni wiek książę z Wrocławia zwrócił im ich dziedzictwo. Na północy państwa, korzystając ze zmiany władcy, do ofensywy ruszyła Brandenburgia zajmując ośrodek miejski w Santoku i zbliżając się niebezpiecznie do Lubusza. W dzielnicy krakowskiej Henryk Pobożny musiał się zmierzyć z pretensjami innych książąt do praw nad tą ziemią. Na domiar złego trwał zatarg księcia z Kościołem odziedziczony po poprzednikach.

Choć nie była to sprawa prosta, Henryk II Pobożny okazał się doskonałym władcą, dowódcą oraz politykiem i w stosunkowo krótkim czasie zaradził wszystkim problemom, utrzymując w swoim ręku spuściznę po przodkach. Trzeba przyznać, że sprzyjało mu szczęście. Nieoczekiwanie zmarł Władysław Odonic – główny rywal do ziemi krakowskiej, pozostawiając dwóch nieletnich synów. Henryk prędko wykorzystał powstały przy tej okazji zamęt i zajął ziemie dawnego wroga pozostawiając jego spadkobiercom niewielkie skrawki ojcowego dziedzictwa. Udobruchał Kościół zmieniając politykę swojego dziada i ojca poprzez porzucenie stronnictwa cesarskiego na rzecz kościelnego. Zawiązał rozsądne sojusze dobrze wydając za mąż swoje liczne córki, a następnie uderzył wraz ze swoim rycerstwem na brandenburczyków zadając im poważną klęskę i odzyskując zajęte przez nich uprzednio ziemie. Pod koniec 1239 roku umocnił swoją władzę we wszystkich dzielnicach. Swoimi rządami dobitnie pokazał, że w niczym nie ustępuje swojemu ojcu, a być może nawet go przewyższa. Niestety, jego władza nie trwała długo. Los sprawił, że wkrótce miał pójść w ślady przodków i przejść do historii.

Śmierć ze stepów

Zguba Henryka Pobożnego nadciągnęła z dalekich stepów Azji. Mongołowie, którzy dopiero co rozprawili się z księstwami ruskimi, parli dalej. Ich następną ofiarą stać się miało królestwo Węgier. Spodziewali się, że w przypadku ataku na Madziarów, pomocy udzielić im może rozbita na dzielnice Polska. Batu – chan, władca imperium mongolskiego, postanowił przeprowadzić uderzenie wyprzedzające. W tym celu wyekspediował na tereny Polski armię liczącą 10 000 żołnierzy. Ich jedynym zadaniem była pacyfikacja potencjalnego sojusznika królestwa Węgier. Mongołowie ruszyli przez kolejne księstwa polskie jak burza, gromiąc po drodze księstwo krakowskie i posuwając się w głąb kraju paląc, plądrując i mordując po drodze wszystko, co się do tego nadawało.

Henryk, mając świadomość nadciągającej potęgi, zebrał przy sobie co znakomitsze rycerstwo wszystkich podległych sobie ziem, a także uciekinierów z uprzednio pobitych armii. Słał po pomoc do innych władców, ale Ci zajęci swoimi sprawami (głównie rozgrywką między papiestwem a cesarstwem) ignorowali jego rozpaczliwe apele. Jedynie zakony rycerskie, jak templariusze i joannici, odpowiedziały na wezwanie polskiego księcia. Początkowo pomoc zaoferował także król czeski Wacław I, w decydującym momencie kazał jednak zatrzymać się swoim wojskom dochodząc do wniosku, że w razie skierowania ofensywy na Czechy bardziej przydadzą mu się w jego kraju.

Henryk, jego rycerze i rycerze zakonni stanęli do bitwy opodal Legnicy. Część sojuszników widząc przeważające siły napastników zbiegło z pola bitwy. Klęska rycerstwa śląskiego i sojuszników była wielka. Bohaterski i rycerski książę Henryk Pobożny walczył do końca. 9 kwietnia 1241 roku stracił dla sprawy głowę. Nie jest to literacka przenośnia. Zwłoki pokonanego księcia rozpoznała wśród ciał innych poległych jego małżonka. Były one obdarte z szat i.. pozbawione głowy. W identyfikacji pomogło to, że zmarły władca miał 6 palców u jednej ze stóp.

Chociaż Mongołowie ruszyli pod Legnicę, nie zabawili tam długo. Odstąpili od oblężenia miasta kierując się na Węgry by połączyć się z główną armią swojego Chana. Polska powoli dochodziła do siebie. Kolejne dzielnice powracały do normalnego życia. Gdyby nie to, że azjatyccy najeźdźcy ani przez chwilę nie planowali dłuższej okupacji piastowskich ziem i prędko je opuścili, historia tej części Europy mogłaby się potoczyć zupełnie inaczej. Nawet tak krótka ekspedycja wojskowa zmieniła jednak bieg dziejów tego regionu. Wraz ze śmiercią Henryka Pobożnego do grobu z areny dziejów schodziła tzw. „monarchia Henryków Ślaskich”. Jej koniec uniemożliwił zjednoczenie Polski już połowie XIII wieku do czego dążył zarówno Henryk Brodaty jak i jego następca.

Henryk Pobożny pozostawił po sobie dziesiątkę potomków (5 synów i 5 córek), a także mimo swoich krótkich, trzyletnich rządów opinię mądrego władcy, dobrego chrześcijanina i pełnego cnót rycerza. Nigdy nie dowiemy się jak potoczyłaby się historia gdyby nie przedwczesna śmierć tego ambitnego i zdolnego monarchy.

Beatyfikacja

Henryk II Pobożny został pochowany w ufundowanym przez siebie klasztorze franciszkanów we Wrocławiu. W 1832 roku naukowcy otwarli jego grobowiec. Badania patomorfologiczne dowiodły, że znajdujące się w nim zwłoki faktycznie posiadają 6 palców u stopy, co potwierdziło tożsamość władcy. W 1944 hitlerowscy uczeni poddali jego ciało kolejnym badaniu, próbując udowodnić bzdurną tezę o aryjskim pochodzeniu księcia. Podczas Festung Breslau jego doczesne szczątki zaginęły.

To ostatnie wydarzenie jest szczególnie nieszczęśliwe, ponieważ w przypadku rzeczywistej beatyfikacji stałyby się relikwią nowego błogosławionego. Byłby to kolejny (po błogosławionym Czesławie) grób osoby wyniesionej na ołtarze, do którego mogliby pielgrzymować wierni z całego świata.

Musimy przyznać, że bylibyśmy bardzo ukontentowani, gdyby starania diecezji legnickiej zakończyły się wpisaniem Henryka Pobożnego w poczet błogosławionych Kościoła katolickiego. Jako osoby rozmiłowane w historii, spoglądaliśmy zawsze nieco zazdrosnym okiem na okoliczne narody, których władcy bywali nie raz i nie dwa wynoszeni do chwały ołtarzy. My wprawdzie mamy św. Jadwigę Królową czy matkę Henryka św. Jadwigę Śląską, ale żaden nasz władca płci męskiej nie dostąpił tego wyróżnienia. Mimo, iż korona królewska nie ozdobiła skroni Henryka II, można się pokusić o tezę, że będąc on władcą zarówno śląskim jak i krakowskim miał prawo uważać się za księcia zwierzchniego całej Polski. No i abstrahując już od całego kraju dobrze mieć świadomość, że książę Wrocławia był dobrym człowiekiem. Ot ciekawostka. Można być księciem rodem z Wrocławia, władcą, mężem, ojcem, rycerzem, umrzeć w XIII wieku pod Legnicką z ręki Mongołów a w XXI w. trafić na ołtarze. Historia bywa zaskakująca.

Aktualnie proces beatyfikacyjny jest na etapie przygotowywania potrzebnych do dalszego procedowania dokumentów. Biskup legnicki powołał specjalny zespół złożony z historyków świeckich i kościelnych, teologów, biskupa seniora oraz biblistów. Mają oni przygotować odpowiednie pismo, które następnie zostanie przedstawione do oceny Episkopatowi Polski. Gdy ten zadecyduje, że brak jest przeszkód w dalszym postępowaniu z beatyfikacją, diecezja legnicka opracuje specjalną publikację. Tą biskup legnicki przekaże do Watykanu. Ostateczna decyzja należy do papieża.

I na sam koniec. Choć nie wypada może mówić o tym wprost i zbyt głośno, to taki błogosławiony na pewno byłby kolejną atrakcją turystyczną Wrocławia. Chcielibyśmy, by miasto zainwestowało w związane z nim (a wciąż liczne) zabytki i zwiększając popularność grodu nad Odrą wśród turystów, oddało szacunek swojemu władcy sprzed wieków. My to lubimy. A Wy?

P.S.

Skoro już mowa o ciekawostkach to warto przypomnieć, że obecny patron Wrocławia, bł. Czesław, znany jest z cudu, który uczynił w trakcie… najazdu mongolskiego na Śląsk. Miał on mianowicie spacerując po murach w wyniku swojej gorącej modlitwy przywołać nad murami miasta wielką, ognistą kulę, której Azjaci się przelękli i przez którą odstąpili od oblężenia Wrocławia. Zmarł on zaledwie rok po księciu Henryku. Skoro najazd mongołów dał nam już jednego błogosławionego może i drugiego 😉